Czy Pan mnie słyszy? Nie, ciągle nie słyszę.
Maciej o swoim doświadczeniu po raz drugi.
Maciej opowiada o swoim doświadczeniu (2/2)
W poprzednim newsletterze przybliżyłem Ci odpowiedzi na pytania o doświadczenie osoby głuchej, jakich udzielił mi Maciej Węgrzynowski. Dzisiaj podrzucam resztę jego niezwykle ciekawego wywodu. Zachęcam Cię do uważnego czytania.
Maciej opowiada
5. Jakie są trzy rzeczy, które każda osoba zajmująca się tworzeniem usług i produktów cyfrowych może zrobić, żebyś się mniej wkurzał?
Najkrócej? Przestańcie traktować dostępność jak ładny dodatek albo obowiązkowe brzydactwo dla urzędów. Mit "dostępny UX to brzydki UX" to wygodna wymówka ludzi, którzy po prostu nie umieją pogodzić designu z inżynierią.
Jeśli mam się mniej wkurzać, trzymajcie się trzech zasad: proces, testowanie i standard implementacji.
Nie zaczyna się budowy domu od dachu - dostępność musi być od samego początku: od problemu, przez makiety, po kod. Widziałem poprawki, które na końcu projektu kosztowały więcej niż cały sprint. Na makiecie jeszcze da się to ogarnąć bez dramatu. Po wdrożeniu to już dług technologiczny z odsetkami.
Oddzielcie ziarno od plew - testy automatyczne to gra wstępna, nie finał. Sam korzystam z ARC, Axe, Wave i SiteLint z polskiego podwórka - i bardzo dobrze. Ale widziałem produkty ze świetnym wynikiem skanera, które przy pierwszym kliknięciu klawisza TAB robiły tetrisa z focusem. Skaner powie, że jest alt. Nie powie, czy ma sens. Ja to widzę w kolorowanym podglądzie NVDA i od razu wiem, gdzie interfejs zaczyna kłamać.
Fasada może lśnić, ale schody się sypią - ustalcie standard semantyki i fokusu, zanim ktoś przyjdzie z audytem. Jako głuchy audytor od razu czuję wibracje, gdzie piękny interfejs rozpada się pod samą klawiaturą - bo nie słucham tego, co mówi czytnik. Patrzę, co naprawdę komunikuje. I wtedy widać, czy to UX, czy tylko dekoracja na froncie.
6. Pytanie specjalne: jaki, według Ciebie, jest powód wciąż dość niskiego zainteresowania dostępnością cyfrową w sektorze rozwijania usług i produktów cyfrowych w Polsce?
Najprościej? Polskie zespoły produktowe nie ignorują dostępności, bo nie znają WCAG. Ignorują ją, bo w głowie nadal siedzi schemat: "to ułatwienia dla niepełnosprawnych - wrócimy do tego później" albo "zrobimy to na końcu".
I często już wiedzą, że coś jest nie tak. Skaner sygnalizuje błędy. Ktoś wciska TAB na demo i robi się niezręcznie. Użytkownik wysyła maila ze skargą. Tylko ta wiedza rzadko zamienia się w decyzję procesową - bo dostępność jest "dla kogoś innego", a sprint, KPI i nowy ekran są dla wszystkich.
Wygodnym obejściem jest audyt na ratunek: płacicie za raport, dostajecie PDF, poprawiacie kilkanaście rzeczy, temat zamknięty. Do następnego strachu przed kontrolą. Potem nikt nie przekłada setek kryteriów WCAG na taski w Jirze. Raport ląduje w szufladzie, budżet znika, a firma mówi, że "dostępność jest droga i bezsensowna". Tymczasem problem nie był w audycie-podkładce. Problem był w tym, że nikt w zespole nie dostał wiedzy, żeby działać bez zewnętrznego eksperta. To po prostu psuje rynek.
Największe dramaty widzę dziś nie przy kolorze przycisku. Widzę je przy reCAPTCHA, która zamyka drzwi przed botami i przy okazji przed ludźmi. Albo przy agresywnym timeout sesji, który wylogowuje użytkownika, zanim ten zdąży przepisać SMS w polu weryfikacyjnym - zwłaszcza gdy operuje czytnikiem ekranu, a nie magiczną intuicją. Security i dostępność bez rozmowy robią sobie krzywdę nawzajem. To nie jest kwestia ładnego UI. To jest kwestia tego, czy usługa w ogóle da się domknąć.
Dlatego nie chcę być policją WCAG od paragrafów. I nie udaję facylitatora, który siada do stołu z product ownerem, security i devami - te decyzje i tak muszą paść w zespole, który produkt codziennie dotyka. Ja robię coś prostszego i trudniejszego jednocześnie: namierzam miejsce, gdzie legalny użytkownik utknie - w kodzie, w procesie, w zabezpieczeniu, w limicie sesji. Trochę jak haker, tylko że szukam nie luki dla napastnika, tylko dla człowieka, który ma prawo skorzystać z usługi. Reszta należy do ludzi, którzy ten produkt naprawdę budują. I im tłumaczę, że większość tego nie jest wiedzą tajemną - to rzemiosło: semantyka, fokus, sens formularza, przewidywalna klawiatura. Dev nie powinien czekać na audyt, żeby naprawić labelkę.
Ustawa o dostępności cyfrowej i EAA może wreszcie ruszyć tych, których argumenty powyżej nie przekonały - bo niedostępność przestanie być abstrakcyjnym błędem w backlogu, a stanie się realną fakturą do zapłacenia. Reszta i tak się nauczy. Tylko nie wiem, czy po swojemu, czy cudzym kosztem.
No i o!
Dzięki, Macieju. Naprawdę ciekawe rzeczy, prawda? Tego typu treści będzie więcej. A teraz idź odpoczywać w długi weekend. A w przyszłym tygodniu sprawdź maila, bo… będzie fajnie.
Już mogę Ci powiedzieć, że odpalam strefę płatnego dostępu do cudów na kiju w serwisie Patreon. Będę na nim publikował co miesiąc mięsiste video szkoleniowe. I robił z nim parę innych rzeczy. Idę dokręcać te śrubki, a w międzyczasie… Do zobaczenia!
Twój,
W.