W kupie siła
Parę pytań, które zawsze pomagają w pracy.
Jakby nie było, jakoś zawsze jest
Obowiązki osoby projektującej UX/UI i osoby, która zajmuje się programowaniem front-endu przenikają się cały czas. Nie da się stworzyć użytecznego, przyjaznego systemu, jeśli moce obu tych superbohaterskich humanoidów nie połączą się w wyjątkowy sposób. Dobre doświadczenie użytkownika leży na punkcie styku tego, co wypluwają one razem. I co zostanie polane magicznym sosem przez całą resztę ziomeczków i ziomkiń, które dokładają swoje pięć groszy. Osoby piszące treści, działające w marketingu, back-endzie, cyber-sec i tak dalej. Nie raz już o tym pisałem i w sumie nie ma co strzępić języka ponad moje ulubione hasło: projektowanie doświadczenia cyfrowego to sport zespołowy.
Jeśli czytasz albo słuchasz uważnie, to pewnie Ci nie uciekło, że nie napisałem ani o osobach zajmujących się dostępnością cyfrową, ani o samej dostępności jako-takiej. Dlaczego? Dlatego, że dostępność jest tak integralną częścią doświadczenia, że bez niej leży ono i chrumka, niestety niezbyt radośnie. Dostępność, tak jak użyteczność, jest zawsze. Może być dobra albo niedobra, ale zawsze jest.
I, co najlepsze, czy chcemy tego, czy nie. Kiedy nie chcemy, to jest źle. Kiedy chcemy, może być lepiej.
Ludzie (nie)gadają
W ramach obserwacji dostępnościowego poletka i wielu rozmów z osobami zaangażowanymi w psucie i budowanie produktów cyfrowych skminiłem ostatnio, że jest parę zwrotów, parę magicznych pytań i zdań, które słyszę rzadko. Zamiast zadawać te pytania i rozmawiać, staramy się znajdywać gotowe rozwiązania podane na tacy. Wychodzi jak zwykle, czyli średnio.
Mam parę pomysłów na temat tego, dlaczego tak rzadko mówimy te rzeczy. Wiele osób boi się pytać, bo uważa, że zostanie posądzone o niewiedzę albo o bycie wrzodem na dupie. Ja wolę być wrzodem na dupie albo kimś, kto się czegoś dowiedział, niż typem, co wypuścił na świat na wpół wypieczony produkt. Pytaj! Mów! Wołaj! Działaj. To się wszystko samo nie zrobi. Inny powód to poczucie bezsilności: “Co ja będę się stawiać, i tak wszysko marność.” Ja to rozumiem. I często odpuszczam. Ale w chwilach, w których naprawdę mi zależy, jednak otwieram paszczę. Jeszcze inny powód to rzekomy brak doświadczenia i obawa przed “walnięciem po łapach”. Wiesz co? Najlepsze pytania zawsze zadawały mi osoby juniorskie. Mają świeże, elastyczne mózgi. Bardzo chcą. Słuchaj ich! I bądź tą pytającą i wkręcającą śrubkę osobą. Nie poddawaj się tak po prostu.
Otwórzmy paszczęki
No dobra, ale co to za teksty, które z nas nie wylatują, a powinny?
“Użyj czytnika ekranowego, żeby to sprawdzić”. Nie zliczę sytuacji, w których widziałem paskudne, zielone, nieużyteczne i niedostępne gile przepływające pomiędzy palcami tylko dlatego, że ktoś nie chciał zrobić prostego testu. Pamiętaj, że użycie czytnika ekranowego na stronie internetowej czy w apce to zawsze najprostsza metoda na zauważenie problemów. Niewystarczająca, prymitywna i podstawowa, ale najprostsza i super-szybka. Zrób to. Proś o to osoby, z którymi pracujesz. A jak Ci ktoś powie, że “to nie wszystko, tak się nie testuje!” to przyznaj rację, a potem przetestuj, bo robiąc to i tak zrobisz 90% więcej niż reszta ekipy. Tylko się na tym nie zatrzymuj. Ciśnij dalej.
“Skorzystaj z klawiatury.” Patrz wyżej. Drugi mega prosty test, który podsuwa wiele odpowiedzi. Masz przed sobą interfejs wypluty przez ziomków na front-endzie? Siedzisz z nimi na Slacku? Poproś ich o to, żeby spróbowali swojego cuda użyć tylko z wykorzystaniem klawiatury. I pytaj, jak idzie.
“A co się stanie, jak ja w to kliknę?” - to dla Ciebie, osobo developerska. Jak widzisz makietę i czegoś nie rozumiesz, albo rozpoznajesz proces idący do nikąd, to mów. UIowcy też ludzie. Też sadzą kalafiory. Ale też nie ma niczego złego w nie zrozumieniu. Drugie pytanie z tej kategorii to “Co to oznacza?” — dla wszystkich. To są dwa z moich ulubionych pytań. W Internecie oczywiste jest tylko to, że przez większość czasu nie działa, marginalizuje i rżnie nas z kasy. O resztę często warto pytać.
“Czy możemy poprosić kogoś, kto pisze treści, żeby na to spojrzał?”. Powinno to być jasne, ale nie jest. Osobom nie zajmującym się pisaniem treści na co dzień, w tym mnie, w cholerę często się wydaje, że umieją napisać dobre komunikaty błędów albo informacje o produktach czy tekst pomocy. No może czasem tak jest, ale nie za często, serio. Od tego są mózgi treściowców i treściowic, żeby je angażować!
“Czy możemy pracować nad tym razem?”. Mniej handover, więcej handshake. Krzysztof Cugowski wył: “Bo do tanga trzeba dwojga” (<dygresja>Jest to autentycznie jeden z najbardziej przerażających utforuf muzyki współczesnej, jaki znam</dygresja>). Tutaj dwójka nie wystarczy, ale gdzieś trzeba zacząć.
Róbmy rzeczy razem. Rozmawiajmy. Zmiana status quo zaczyna się od konwersacji i ruchów w stronę tej zmiany.
Uwaga, prywata!
Zupełnie bez związku z tematem.
Szukam do wynajęcia mieszkania w Warszawie na sierpień i wrzesień. Budynek musi mieć windę, a mieszkanie przynajmniej dwa pokoje oraz dobrze wyposażoną kuchnię (to bardzo ważne). I być blisko jakiegoś parku, żebym mógł parówę i dzieckina wyprowadzać. Jak coś wiesz, to daj znać. Dzięki!